Jak to było od początku... | USG

sobota, 30 lipca 2016
Cześć :)

O tematyce "Bycia Mamą" miałam prowadzić drugi blog i nawet zaczęłam, lecz ciężko skupić uwagę na dwóch, dlatego będę pisać o tym tutaj, mam nadzieję, że to wszystko się nie pomiesza. Jak uważacie? W dzisiejszym wpisie opowiem całą historię mojej ciąży odkąd się o niej dowiedziałam, a także zaprezentuję zdjęcia USG które posiadam.



Wszystko zaczęło się od dnia gdy spodziewałam się nadejścia kolejnego okresu kobiecego. I co? Pojawił się tylko na dwa dni i do tego z jakąś dziwną kolorystyką. Już wtedy coś mnie tknęło, że to nie jest normalny stan kobiecy. Zaczęłam się domyślać, że mogę być w ciąży, lecz na test było zdecydowanie za wcześnie, więc internet przeszukałam kilka razy i byłam niemalże pewna na 90%, że te krwawienie to było zagnieżdżanie się jajeczka ciążowego w macicy.

Po tych kilku dniach zakupiłam test ciążowy, który pokazał jedną tradycyjną kreskę i drugą taką słabszą, za dwa - trzy dni zrobiłam kolejny test i także pojawiły się dwie kreski, na trzecim tak samo (tak tak dobrze widzicie zrobiłam aż trzy testy, a jeszcze później czwarty i piąty leży nie rozpakowany). Wtedy miałam już pewność, że to ciąża i powiedziałam o tym dla Partnera. Jaka była reakcja? Lekkie zaskoczenie, lecz, że się staraliśmy to wielka radość :).

Po testach zapisałam się oczywiście do ginekologa, by potwierdzić to co pokazały testy. Lekarz zbadał stwierdził, że to może być wczesna ciąża i wypisał skierowanie na usg dopochwowe (bo tylko takie wykryje ciążę w jej wczesnym stadium). Usg miałam wykonać za tydzień. I... wtedy się zaczęła cała masa złych zdarzeń...

Wieczorem, w przed dzień usg dostałam leciutkiego krwawienia, takie tyci tyci. Jeszcze o ciąży nikomu nie mówiłam bo nie byłam pewna, partner był na wyjeździe i kazał mi jechać na pogotowie, ale ja się tak bałam, że spanikowałam i nie wiem kiedy zasnęłam. Następnego dnia byłam ciągle przerażona, żeby z dzieckiem było wszystko dobrze - bo już czułam na 100%, że Ono tam jest. Nie wiem jak to się stało, po zejściu gdzie byli wszyscy domownicy zaczęłam płakać i powiedziałam, że jestem prawdopodobnie w ciąży. Każdy, że nie mam czego płakać, tylko trzeba się cieszyć, a ja płakałam ze strachu, że coś może być nie tak, co wyjaśniłam gdy się jakoś uspokoiłam.

Od razu zapisałam się do lekarza (niestety był inny, niż na pierwszej wizycie), który stwierdził, że on wcale nie widzi ciąży (bez usg - bo w moim szpitalu nie ma usg w gabinecie tylko trzeba chodzić na nie osobno), ale zacytuje "... proszę zachowywać się tak jakby Pani w niej była..." - pamiętam te słowa jak dzisiaj, i przepisał luteinę, po czym kazał przyjść za tydzień. Byłam poirytowana tą wizytą, i miałam zapisać się gdzieś prywatnie gdy tylko zajdę do swojego sklepu. Ze szpitala szłam bardzo szybko zła i cały czas zmartwiona, po drodze zaszłam do apteki wykupiłam przepisany lek i do tego kolejne dwa testy ciążowe. Gdy zaszłam na miejsce od razu wyszukałam nr w internecie do jakiegoś dobrego ginekologa w pobliskim mieście i umówiłam się na godzinę 16.00, jednak ....

Postanowiłam zrobić zakupiony test (to już czwarty) i kreski wyszły dwie bardzo wyraźne. To mnie utwierdziło, że ciąża jest na pewno i, że coś jest nie tak. Zaraz później poczułam, że coś "mi leci" poszłam do łazienki a tam???? Leciała czysta żywa krew - ciurkiem - i nie okresowa. Bałam się strasznie, że straciłam to dziecko, nawet sobie nie wyobrażacie co przeżywałam w tamtym momencie i nikomu tego nie życzę. Mama mnie jakoś starała się uspokoić, w telefon do taty, był po kilku minutach i co teraz? Do 16.00 było jeszcze kilka godzin, więc decyzja jedziemy na pogotowie bo nie ma na co czekać. Po drodze telefon do partnera, cała zapłakana, plotłam trzy po trzy, bez siły - ale bardzo pomógł mi jego głos (choć był tak daleko). Na pogotowiu był lekarz od którego właśnie wróciłam, tata do niego z pretensjami, ja leżę i już nie wytrzymałam, kazałam przestać i zająć się mną i dzieckiem. I co ? ...

Tak zostałam skierowana na oddział ginekologiczny z zapiskiem "zatrzymanie miesiączki", gdzie ten lekarz nawet mnie nie zbadał, nie zrobił USG , nawet poziomu HCG mi nie wykonali, kompletne nic... Na oddziale standardowo zapisali mi luteinę i zastrzyki. Dopiero na drugi dzień jak zmieniła się załoga, zostałam wzięta na USG, gdzie potwierdziło się, że jestem w ciąży, ale..... jest też winowajca krwawienia - krwiak. Najgorsze było to, że nie można było go usunąć, bo wtedy także uszkodziło by się dziecko. Jedyne co mogłam zrobić to czekać i leżeć cały czas, z wstawaniem tylko do toalety i łazienki, nawet jeść na leżącą - i tak właśnie robiłam, nie złamałam nakazu chociażby na chwilę. Poniżej widzicie zdjęcie z pierwszego USG, które było wykonane w dniu moich urodzin 16 luty (prezent na urodziny miałam wspaniały o którym marzyłam z partnerem, tylko żeby nie ten krwiak). Na zdjęciu widać pęcherzyk płodowy i tuż obok wąski długi krwiaczek.


Leżałam w szpitalu ponad tydzień, gdzie przed wyjściem zrobioną mi kolejne usg, by sprawdzić jak rozwija się sytuacja i czy krwiak się wchłania. Zapomniałam dodać, że krwawienie ustało po kilku dniach. Drugie usg obrazuje zdjęcie poniżej, wykonane 26 lutego - niestety krwiak nadal był i nieco większy, choć widać, że przesunął się na drugą stronę. Wyszłam, ze szpitala z nakazem leżenia w domu, inaczej nie chcieli mnie wypisać.


Leżałam w domu i ciągle czytałam w internecie jak to jest z tymi krwiakami i jaka jest szansa, że on się wchłonie. Dużo kobiet pisało, że wchłania się on nawet od 4 do 8 tygodniu i że tylko sporadycznie się zdarza, że tak mały krwiak się nie wchłonie, bądź ulotni. Wizytę miałam kilka dni przed usg, a następne usg było wykonane 11 marca - gdzie okazało się, że krwiaka już NIE MA - nawet nie wyobrażacie sobie mojej radość, a do tego serduszko dzieciątka już biło. Udało się nam, byłam z nas taka dumna, szczęśliwa i zapłakana, ze szczęścia.


Jednak dla pewności zapisałam się jeszcze prywatnie na wizytę do innego lekarza, który także potwierdził, że po krwiaku nie ma śladu, a z płodem jest wszystko dobrze, serduszko bije prawidłowo, a dzieciątko ma około 4 cm.


Pierwszy trymestr przechodziłam dość ciężko, najpierw krwiak, obawa o utratę dzieciątka, kolejno byłam też mocno przeziębiona, a żadnych leków nie mogłam wziąć i mdłości - jednak to nic w porównaniu z krwiakiem, którego obawiałam się najbardziej.

Jakoś od końca marca wszystko zaczęło wracać do normy (zdjęcie usg poniżej zostało zrobione 24 marca), byłam jeszcze raz w szpitalu, ale to już z powodu ogromnego bólu głowy i wymiotów, jednak to nie było nic poważnego.

A teraz? Jestem już w siódmym miesiącu ciąży, 29 tydzień - wszystko na dzień dzisiejszy jest dobrze - oby tak już zostało i nic się nie zmieniało. Od czwartego miesiąca czuję jego ruchy, jak się wierci, itp. - jestem (jesteśmy) szczęśliwi i żeby już nic się nie zmieniło. Co prawda dalej przyjmuję luteinę, ale najważniejsze, że wszystko jest dobrze. Jeszcze nie wiemy kto mieszka w moim brzuszku, bo od dwóch miesięcy nie miałam USG - ale bardzo kochamy.


Miałam trochę przeżyć, lecz wszystko wyszło na prostą. A jak jest, było u Was? Wszystko dobrze? Jak się mają wasze pociechy, skarby, szczęścia? A może planujecie dopiero powiększyć Waszą rodzinę?


Zapraszam Was na mój instagram, na którym jestem na bieżącą jako BYĆ MAMĄ  oraz kosmetyczny który zapewne już znacie KOBIECOSCI

Do następnego.

Emilka :*

30 komentarzy

  1. Super, że teraz wszystko jest w porządku :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Baardzo się cieszę że wszystko wyszło dobrze! Trzymałam kciuki, o czym wiesz Kochana! :* Przed Tobą piękny ale i trudny okres... Ale kto jak nie my, kobiety?? Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem kochana i dziękuje Tobie bardzo za wsparcie :) My kobiety zawsze damy radę :)

      Usuń
  3. Bardzo stresujący Twój początek ciąży, ale cieszę się, że koniec końców wszystko z maluszkiem w porządku. A lekarze na prawdę są czasami okropni i to nie tylko w Twoim mieście. Ja dziecka jeszcze nie planuję, chociaż w głębi duszy chciałabym... Zdrówka dla Ciebie i Maluszka :) :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście wszystko się ułożyło i oby tak zostało... a lekarze tak jak się trafi... trzeba mieć szczęście :) i nie dziękuje by nie zapeszyć :) :*

      Usuń
  4. Super, że krwiak sobie poszedł precz i teraz masz spokojną ciążę. A z tymi lekarzami to już tak jest, że ciężko na dobrego trafić. A byłaś w Białymstoku czy gdzieś indziej Cię tak potraktowali?
    To teraz oby maluszek urodził się zdrowy :*. Tego Wam życzę :*.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A moim rodzinnym mieście w Grajewie, do Białegostoku niestety mam zbyt daleko w nagłych sytuacjach...
      Kochana nie dziękujemy by nie zapeszyć i buziaczki dla Ciebie :*

      Usuń
  5. I dlatego nienawidzę szpitali i lekarzy...Cieszę się, że już wszystko dobrze.Nie stresuj się :*
    Zdrówka dla Was!:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to bywa niestety wszędzie...
      Buziaki :*

      Usuń
  6. Współczuję kontaktu z takimi lekarzami ;-/ W tej chwili jestem na przełomie 7 i 8 miesiąca ciąży i znam Twój lęk - też na samym początku ciąży miałam krwiaka i wylądowałam na pogotowiu w stanie "zagrożenia ciąży". Po prostu w środku nocy obudziłam się cała zakrwawiona - płakałam i trzęsłam się ze strachu. Krwiak wchłaniał mi się dobre 3-4 tygodnie i na szczęście zniknął całkowicie. Trzymajcie się cieplutko i rośnijcie zdrowo! Pozdrawiam ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana ciesze się, że u Ciebie także wszystko dobrze się ułożyło i wyobrażam sobie co czułaś, bo przeszłam przez to samo.
      A na kiedy masz termin? Bo ja na połowę października ?:)

      Usuń
  7. Emilko, współczuję stresów na początku, ale ważne, że już wszystko dobrze. Korzystajcie, że maleństwo w brzuszku i łapcie każdą chwilę jak się urodzi, bo czas tak szybko pędzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak czas ucieka jak strzała.. buziaki dla Ciebie kochana :*

      Usuń
  8. Życie potrafi pisać scenariusze, fajnie, że tu trafiłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj potrafi aby dobrze się kończyły :)

      Usuń
  9. Cieszę się że jest już wszytsko dobrze.
    Musiałaś się najeść nie mało strachu .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strachu było, ale na szczęście jest już ok :)

      Usuń
  10. Trzymam kciuki! I super, że wszystko jest w porządku oby było tak dalej do końca!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziękuje kochana by nie zapeszyć, a dziękuje za pomoc jaką otrzymałam :* Buziaki

      Usuń
  11. Nieciekawy początek, ale teraz będzie tylko lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście początek już dawno za nami :)

      Usuń
  12. bardzo się ciesze, ze wszystko dobrze się potoczyło, choć początek był ciężki. Jestem obecnie w ósmym miesiącu, na szczęście ciąże przechodzę dość łagodnie i tego tez ci już życzę do końca :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To podobnie terminowo jesteśmy :) nie dziękuje by nie zapeszyć, i wzajemnie dla Ciebie wszystkiego dobrego :*

      Usuń
  13. najbardziej przeraża mnie niekompetencja niektórych lekarzy.... Niestety, ginekologów znam wielu i naprawdę wiele musiałam przecierpieć, żeby znaleźć w końcu kogoś, kto konkretnie i skutecznie zajmie się moim leczeniem. Dziwne jest też to, że kilku lekarzy postawiło jasno "ciąży z ciebie absolutnie nie będzie", a jakoś okazało się, że wszystko jest bardzo możliwe... :). Poza tym, bardzo dziwne stwierdzenie, żebyś zachowywała się tak, jakbyś była w ciąży, ale skąd masz się domyślić ew. krwiaka i że masz leżeć? Aż strach pomyśleć co by było gdybyś zignorowała pewne znaki! Mam nadzieję, że za jakiś czas też będę mogła cieszyć się moją Fasolką, a póki co życzę Wam dużo miłości i zdrówka <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj z tymi lekarzami to jak się trafi, ja miałam pecha na początku ...
      Te stwierdzenie rozwaliło mnie na kolana ...
      Kochana dla Ciebie życzę jak już będziesz mieć fasolkę by wszystko było dobrze od początku do końca :*

      Usuń
  14. Teraz życzę dużo, dużo zdrówka! ;))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za odwiedziny i komentarze :)
Zaglądam do każdego komentującego.
Jeśli blog Ci się spodobał, zachęcam do obserwowania.

Pozdrawiam :):*